Skyr został królem dietetycznego internetu. Śniadanie ze skyrem, deser ze skyrem, serek wiejski do kolacji. Wszystko dlatego, że ma dużo białka i mało kalorii.
I to prawda – to naprawdę wartościowe produkty.
Tylko że produkt wartościowy i produkt dobry dla Ciebie to nie zawsze to samo. A pomiędzy tymi dwoma zdaniami mieści się cała frustracja kobiet, które trzymają dietę, trenują i nie rozumieją, dlaczego ciało jest opuchnięte, a w brzuchu wciąż coś się przelewa i bulgocze.
Pułapką jest myślenie „skoro zdrowe, to jem bez ograniczeń”. A początek jest zawsze taki sam: produkt dostaje etykietę „fit” – dużo białka, mało kalorii, poleca go pół Instagrama. Więc wchodzi do codziennej diety i to w coraz większych ilościach.
Bułki i chleby ze skyra już nikogo nie dziwią. Desery na bazie skyra imitujące Rafaello też.
A organizm nie ocenia produktów po nazwach. Reaguje na to, co dostaje i ile tego dostaje.
To, że skyr czy serek wiejski jest dobrze tolerowany przez Twoje koleżanki, nie znaczy, że Twój przewód pokarmowy poradzi sobie z trzema porcjami nabiału dziennie.
To jedna z najważniejszych rzeczy, jakie powtarzam kobietom od lat.
Patrzysz w lustro wieczorem i myślisz: „mam za dużo tłuszczu”. A obraz, który widzisz, może być sumą zupełnie innych rzeczy:
- objętości treści pokarmowej w jelitach,
- wzdęcia i gazów,
- zatrzymanej wody,
- stanu przewodu pokarmowego po produkcie, którego nie tolerujesz najlepiej.
Dlatego brzuch potrafi wyglądać rano zupełnie inaczej niż o dwudziestej pierwszej, mimo że poziom tkanki tłuszczowej nie zmienił się ani o gram.
Szacuje się, że obniżona aktywność laktazy – enzymu trawiącego cukier mleczny – może dotyczyć w Polsce od 20 do nawet 37% dorosłych, w zależności od badania i przyjętej metody diagnostycznej.
Objawy są charakterystyczne: wzdęcia, gazy, uczucie przelewania, dyskomfort i ciężkość po jedzeniu. Nierozłożona laktoza jest fermentowana przez bakterie jelitowe, a produktami tej fermentacji są m.in. wodór, dwutlenek węgla i metan – odpowiedzialne za wzdęcia i przelewanie.
Warto też wiedzieć, że większość osób z hipolaktazją toleruje niewielkie ilości laktozy rozłożone na kilka porcji w ciągu dnia. To dlatego kawa z odrobiną mleka może nie robić różnicy, a trzy porcje nabiału dziennie już tak.
I tu dochodzimy do sedna, o którym piszę od kilku lat. Produkty „bez laktozy” powstają dzięki dodaniu enzymu, który rozkłada cukier mleczny. Zabierasz z produktu laktozę i to wszystko.
Białko mleka, czyli kazeina, zostaje co do grama. A w mleku około 80% białka stanowi kazeina.
Dlatego część kobiet kupuje tylko nabiał „bez laktozy”, dopłacając przy tym po kilka złotych do każdego produktu, i nie czuje żadnej różnicy. Bo ich organizm reagował negatywnie nie na laktozę tylko na kazeinę.
To nie znaczy, że kazeina jest zła ani że każda osoba powinna ją odstawić. To znaczy, że etykieta „bez laktozy” nie rozwiązuje wszystkich problemów.
Znam ten schemat: obniżyłaś kaloryczność, jesz zdrowo, wybierasz produkty bez laktozy, trenujesz, ale ciało nie reaguje – nadal jest opuchnięte, brzuch wzdęty, a na twarzy jest kaszka nie wiadomo skąd.
Wydajesz więc pieniądze na kolejny zabieg na ciało i twarz. Kupujesz kolejny suplement, próbujesz z kolejną dietą.
Przez tydzień odstaw nabiał. Bez wyjątków, a wyjątków jest więcej, niż Ci się wydaje:
- skyr, serek wiejski, jogurty, kefiry, twarogi,
- mleko do kawy, ser żółty na kanapce,
- śmietana w sosie i w zupie,
- mleko w proszku w batonach i gotowych deserach.
I teraz najważniejsza zasada, bez której cały test nie ma sensu: nie zmieniaj nic więcej.
Nie tnij kalorii o połowę. Nie dokładaj dodatkowych treningów. Nie zaczynaj głodówki. Nie eliminuj przy okazji dziesięciu innych produktów.
Bo jeśli zmienisz pięć rzeczy naraz i poczujesz się lepiej, nie będziesz wiedziała, która z nich zadziałała.
Po tygodniu sprawdź konkretnie:
- jak wygląda brzuch rano, a jak wieczorem,
- czy zmienił się obwód talii,
- czy masz mniej wzdęć i gazów,
- czy po posiłkach czujesz mniejszą ciężkość,
- jak leżą ubrania.
Dopiero wtedy wyciągaj wnioski.
To też jest cenna informacja – i chcę, żebyś to usłyszała wprost.
Bo najgorsze nie jest jedzenie nabiału. Najgorsze jest przez lata nie wiedzieć, co Ci szkodzi.
Piszę o tym osobno, bo w internecie krąży sporo skrótów myślowych.
Mam Hashimoto i niedoczynność tarczycy. Odstawienie nabiału było dla mojego ciała jedną z najlepszych decyzji. Ale nie powiem Ci, że każda kobieta z Hashimoto powinna zrobić to samo – bo to nieprawda.
Sama choroba nie jest wskazaniem do eliminacji nabiału. Znaczenie ma dopiero współistniejąca nietolerancja laktozy. W badaniu z udziałem 83 osób z zapaleniem tarczycy typu Hashimoto, przyjmujących lewotyroksynę, ośmiotygodniowa dieta eliminująca laktozę doprowadziła do obniżenia poziomu TSH bez zmiany dawki leku. (Portalhodowcy) Dlatego przy dużych wahaniach TSH i wysokich dawkach tyroksyny warto wykonać test w kierunku nietolerancji laktozy. (Peater)
Innymi słowy: jeśli masz Hashimoto i Twoje wyniki trudno wyrównać, to jest konkretny powód, żeby się przebadać. A nie żeby odstawiać nabiał „na wszelki wypadek”.
Najczęstsze pytanie, jakie dostaję po takich tekstach. Odpowiedź jest prostsza, niż się wydaje:
- jajka,
- ryby i owoce morza,
- chude mięso,
- dobrej jakości odżywka białkowa – jeśli ją wybierasz, sprawdź na etykiecie, czy jest bez laktozy i bez kazeiny (więcej informacji na temat tego jak wybrać dobrą odżywkę białkową znajdziesz TUTAJ).
Białka w diecie nie zabraknie Ci przez odstawienie skyra. Zabraknie go wtedy, gdy przestaniesz o nim myśleć.
Na koniec chcę być uczciwa, bo nie chodzi mi o to, żeby zrobić z nabiału wroga.
Ja na wakacjach zjem lokalne lody czy danie z serem. Świadomie – wiedząc, co się potem dzieje z moim ciałem i akceptując to. To mój wybór, nie wpadka.
Różnica jest jedna: kiedyś nie wiedziałam. Dziś wiem i wybieram.
I dokładnie tego życzę Tobie. Nie diety bez nabiału, tylko wiedzy o własnym ciele – takiej, którą zdobywasz sama, obserwując, a nie czytając w internecie, co powinno Ci służyć.
Treści mają charakter wyłącznie edukacyjny i odzwierciedlają osobiste doświadczenia autorki. Nie zastępują konsultacji z lekarzem ani dietetykiem klinicznym. Reakcje na produkty spożywcze są indywidualne. Przy chorobach przewlekłych, chorobach tarczycy, alergiach pokarmowych oraz przed wprowadzeniem diet eliminacyjnych skonsultuj się ze specjalistą.


